Witam,
na imię mam Wojtuś. Przyszedłem na świat 22.01 o godzinie 11:17. Zrobiłem Mamie psikusa i pchałem się na świat - tak szybko chciałem być z nią, że musieli mi pomagać poprzez cesarskie cięcie. Moja waga to 2870g a długi byłem na 54 cm.
Od czwartkowego wieczoru jestem z Rodzicami w domku i bardzo mi się tutaj podoba. Dostaję dobre mleczko, mam wygodne łózeczko, lubię sobie pospać, mało płaczę, czyli wydaje mi się, że jestem grzecznym Synkiem.
Mama zrobiła mi kilka zdjęć, które teraz chciałbym Wam przedstawić. Oto jak wyglądam:
Czyż nie jestem słodki???
Witam Was serdecznie,
czas tak szybko ucieka, że nawet nie obejrzałam się a to już dziś 21 stycznia. Planowałam zdecydowanie wcześniej napisać nowy wpis, ale ciągle było coś. W ostatnie dni byliśmy strasznie zajęci, a spowodowane to było tym, iż już jutro udaję sie do szpitala, gdzie będę oczekiwała na narodziny naszego synka. Pojawiło się kilka komplikacji, dlatego taka opcja a nie inna. Trzymajcie za mnie kciuki, odezwę sie po powrocie.
Czas pędzi tak nieubłaganie, że po prostu aż mnie to przeraża. We wcześniejszym wpisie obiecałam Wam wyjaśnienie, dlaczego tak długo mnie tutaj nie było.
Na początku grudnia dopadł mnie niesamowity kaszel. Niestety pogoda była kiepska, za oknem wieczna plucha, ludzie wokół kichający, kaszlący i wśród nich ja - z osłabioną odpornością. Otrzymałam porcję zarazków i tak z dnia na dzień kaszel sie nasilał i nasilał, aż nie wytrzymałam. Spać nie mogłam przez ten kaszel całe noce, więc 5 grudnia udałam się na weekendowy dyżur do lekarza w przychodni. Niestety pojawiły się szmery w drogach oddechowych. Otrzymałam leki - w tym antybiotyk na 7 dni i nakaz pójścia na kontrol do lekarza rodzinnego zaraz w najblizszy poniedziałek.
Weekend przeleżałam w łóżku. Cóż zrobić. Pomyślałam sobie, że skoro antybiotyki przyjmowałam ostatnio ponad 5 lat temu, to powinno być ok i niedługo stanę na nogi. Jakże się myliłam. W poniedziałek udałam się do lekarza i co się okazało - szmery są bardzo słyszalne, nawet można rzec, że już są świsty. Oczy wielkie zrobiłam - od lekarza padła informacja - antybiotyk zamiast na 7 dni mam byc na 10 dni. Oczywiście po kontakcie z lekarzem prowadzącym ciążę dowiedziałam się, że lek ten jest bezpieczny dla płodu. Otrzymałam nakaz kolejnej wizyty w piątek.
Kaszlałam coraz bardziej. Koszmar jakiś. Małemu zafundowałam takie disco - a raczej jakiś rodzaj pogowania, że aż mi go szkoda było. Brzuch mnie bolał niesamowicie, bo ta biedna przepona, pościskana, wykaszlana pracowała pełną parą.
Udałam się w piątek z niestety kiepskim nastrojem, bo antybiotyk za nic nie działał. Lekarka osłuchała mnie i stwierdziła, że ten antybiotyk nie działa i że jest coraz gorzej. Diagnoza - ostre zapalenie okrzeli. A niech to - pomyśłałam sobie - jak tak to sezony grypowe przechodzę spokojnie, czasem katar, lekkie drapanie w gardle, ale to wszystko - a teraz?? No nic - trzeba walczyć, bo jest dla kogo. Otrzymałam skierowanie na Izbę Przyjęć do szpitala. Niestety ona stwierdziła, że woli, aby jeszcze osłuchali mnie inni lekarze. Pojechaliśmy z mężęm od razu i po kilkunastu minutach zostałam przyjęta przez internistę, a w sumie to przez dwóch byłam badana. Wszyscy wokół mi wspólczuli i pytali, czy nie miałam kiedy chorować. A co ja na to poradzę, że tak mi sie przytrafiło???
Osłuchali i stwierdzili - bronchit. Co to jest - myśle sobie. Nazwa taka staromodna, wystraszyłam sie i dopiero w domu - oczywiście przy użyciu wyszukiwarki Google wykryłam, że to po prostu inna nazwa na moje ostre zapalenie oskrzeli.
Lekarze z Izby Przyjęć skontaktowali sie z ginekologią i przepisano mi kolejny antybiotyk plus leki wziewne. I oczywiście nakazano kolejną kontrolę w poniedziałek.
Już po dwóch dniach stosowania leków poczułam się lepiej. Kaszlałam swobodniej, bez wysiłku i uczucia duszenia. W poniedziałek lekarka stwierdziła, że już słychac mniej szmerów i świstów. Świsty były dla mnie najgorsze. Czułam się tak, jakbym połknęła gwizdek. Położyłam się spać i normalnie gwizdałam. Czasem było to śmieszne, a czasem wręcz miałam ochotę na płacz. Ale przetrwałam to.
Kolejna wizyta potwierdziła, że już jest czysto i tak dzień przed Wigilią dowiedziałam się, że w oskrzelach już nic sie nie dzieje. Namęczyłam się straszliwie ... ale choróbsko zostało pokonane.
No niestety - nie koniec moich problemów. Dzień przed Sylwestrem byłam na kontrolnej wizycie z Maluszkiem. Niech to - Smykowi juz się spieszy na ten świat, a że jest to dopiero 34 tc, więc troszkę za wcześnie. Dostałam zdecydowany nakaz leżenia - 90% czasu w łóżku, resztę mogę poświęcić na inne rzeczy. Cóż zrobić - wyjścia zbytniego nie mam. W końcu nie robię tego dla siebie. Tłumaczę chłopakowi, że po co mu teraz tutaj wychodzic, skoro jest tak zimno a u mnie ma tak cieplutko ... kopnie tylko w bok, albo napnie się niesamowicie masakrując mi brzuch. A ma się już co napisać, bo waga Maleństwa to 2360g. Chłopisko rosnie. I niech tak jeszcze pozostanie.
No dobrze. Mam nadzieję, że część z Was dobrnęła do końca tej opowieści. Ja zmykam do łóżeczka, bo jakby nie było jest siódma rano w niedzielę. Co się robi w taki dzień o tej porze - tylko śpi.
Aha - dodam jeszcze, że Galeona skończyłam na czas. Wkrótce go pokażę i przy okazji ogłoszę mały konkurs.


Wszystkim osobom odwiedzającym tego bloga chciałabym życzyć szczęścia i pogody ducha w tym nadchodzącym Nowym 2010 Roku, aby okazał sie dla Was lepszy od tego, który właśnie mija, aby plany, które macie zaczęły się realizować a szczęście i miłośc a także uśmiech nie opuszczały Was w żadnym dniu.
Szczęśliwego Nowego Roku 2010. 
Kilka słów wyjaśnień:
Bardzo Was przepraszam za tak długie milczenie. Niestety wiele spraw sie pokomplikowało, leżałam chora przez długi czas, teraz znowu jest jak jest, ale w najbliższym czasie postaram się opisać co się działo. Dziś jest to zbyteczne - po co smucić - bawmy się!!!
Dzisiaj krótko, zwięźle i na temat - bez zbędnego rozpisywania się. Zrobiłam przecudny komplet z nowymi kryształkami w ślicznym, morskim kolorze. Oczywiście można obejrzeć i nabyć go TUTAJ:
Jakiś czas temu zrobiłam też takie kocie kolczyki, które własnie przed chwilką też wrzuciłam do sklepiku.
Zapraszam serdecznie.
wtorek, 9 lutego 2010
Zajrzało tutaj:: 54502
Żadnych banałów pisać o sobie nie będę ... bo niby po co? Przecież to nudne ;)
Lepiej poczytać sobie wpisy ...
O moim raczkowaniu w krzyżykowaniu, marszu w szyciu i biegu w codziennym życiu ...
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: